Nie tylko na czterech łapach
Krzysztof Zasadzki z kameleonem
Świnia zamiast psa? Kameleon zamiast chomika, a może pyton? Dlaczego nie? W szczecińskich domach miejsce Azora coraz częściej zajmuje egzotyczne zwierzę.
Legwany, kameleony, pytony, węże boa oraz gekony, tylko niektóre zwierzęta coraz chętniej kupowane przez szczecinian. Ginekolog Tomasz Bączkowski pasjonuje się wężami od wielu lat. Już jako szesnastoletni chłopiec przywiózł z Czech swojego pierwszego węża – pytona tygrysiego. Przetransportował go w … kieszeni. Nawet rodzice nie wiedzieli, jaką pamiątkę przywiózł sobie z podroży.
– Hodowałem go w swoim pokoju – wspomina. – Kiedyś, gdy wyjechałem na parę tygodni uciekł z terrarium. Oprócz niego miałem też różne rodzaje myszek i chomików. To jego naturalny pokarm, więc łatwo domyślić się jaki był finał. Schował się w kącie i trawił ponad miesiąc! – dodaje.
Obecnie Tomasz Bączkowski hoduje pięć węży. Cztery zbożowe i jednego węża boa. Co na to żona?
– Toleruję, ale nie przepadam – śmieje się pani Katarzyna Bączkowska. – Wiem, że mąż bardzo je lubi, dlatego nie walczę z jego upodobaniami. Jednak uważam, że pięć węży to maksymalna ilość! – dodaje.
Miłośniczką gadów jest także szczecinianka Magdalena Rajmer –Wójciuk, właścicielka siedmiu gekonów i jednego węża boa.
– Zwierzęta w moim domu były zawsze – opowiada. – Biedne kotki, pieski, ale i ślimaki, żaby, biedronki. Nigdy nie miałam problemu z przytuleniem pająka czy dżdżownicy – dodaje.
Gady to jej największa pasja. Wszystkie mieszkają z nią w pokoju. Oczywiście każde zwierzę posiada osobne terrarium, akwarium bądź klatkę, bowiem każde z nich potrzebuje odpowiednich warunków. Niezbędnym elementem terrarium dla tego rodzaju węży jest basen. Terrarium musi także posiadać konary dostosowane do wielkości i ciężaru węża. Jak mówi pani Magdalena węże to zwierzęta, które przyzwyczajają się do opiekuna i poznają go po zapachu. Boa dobrze „prowadzone” stają się łagodne, jednak zawsze należy pamiętać o zasadzie ograniczonego zaufania.
– Gekony to moje ukochane zwierzęta. Może dlatego, że pojawiły się w domu jako pierwsze. Są to przecudowne zwierzęta. Mam pięć pań i dwóch dżentelmenów. Każdy ma swoje imię. Moim zdaniem pasja kończy się kiedy zwierzęta nie posiadają imion – mówi Magdalena Rajmer-Wójciuk.
Kameleon Kamcio to ukochane zwierzę pan Krzysztofa Zasadzkiego, instruktora nurkowania ze Szczecina. To także ulubieniec rodziny. – Najczęściej przebywa w terrarium. Czasem tak upodobnia się kolorem do otaczających go roślin, że nie mogę go odnaleźć – opowiada pan Krzysztof. – Pamiętam, że kiedyś nam uciekł, zrobił sobie wycieczkę po parapecie w bloku. Myśleliśmy już, że go straciliśmy, jednak wrócił grzecznie do domu – dodaje.
Pan Krzysztof hoduje też piranię, która mieszka w akwarium razem z glonojadem.
– Miała być roślinożerna, ale tak naprawdę je wszystko. Nawet plastikowe roślinki i …kable! – śmieje się. – Nigdy mnie jednak nie ugryzła, nawet jak wkładam ręce do akwarium – zapewnia.
Doktorantka Uniwersytetu Szczecińskiego, Monika Maksymów także ma nietypowego pupila. Jest nim świnka hodowlana rasy Mini Pig. Ma dwa lata, nazywa się Bubu i jest ulubieńcem rodziny. To prawdziwa „świnia salonowa”, lubi oczywiście biegać po ogrodzie, ale tylko, gdy jest ładna pogoda. Ma swoje legowisko w salonie, jednak najbardziej lubi leżeć przy nodze.
– Czasem wychodzę z nią na spacer, ku radości sąsiadów. Bubu grzeczne idzie przy nodze zupełnie jak pies. Pamiętam, kiedyś wygrzewał się na tarasie, przejeżdżał obok sąsiad, jak zobaczył świnkę, to aż zawrócił. Zapytał czy to dzik – śmieje się pani Monika. Świnka faktycznie na pierwszy rzut oka umaszczeniem przypomina dzika.
Bubu je praktycznie wszystko, poza mięsem. Uwielbia czekoladę, owoce, warzywa. Czasem dostaje jakiś smakołyk z obiadu. Nie wymaga też specjalnej pielęgnacji. Jedynie, gdy wraca z ogrodu trzeba czyścić mu racice i ryjek, bo – jak to świnia – uwielbia ryć w ziemi.
– To świnka z charakterem. Nie toleruje żadnych innych zwierząt obok siebie i najbardziej ze wszystkich domowników kocha męża. Do obcych podchodzi z dystansem, chyba że mają… czekoladę, wtedy nie ma oporów – śmieje się Monika Maksymów.
IZABELA MAGIERA-JARZEMBEK




